Terminarze klubów 2015
Najbliższe patronowane koncerty
Ostatnie posty na forum
Amon Amarth, Wintersun, Tyr - relacja z koncertu w klubie WZ (14.11.2006)
Data: 14.11.2006
Miejsce: Wrocław, klub WZ
Zespoły:
Tyr
Amon Amarth
Wintersun
Ten koncert zdecydowanie należy do niezwykle udanych, mimo niemiłej niespodzianki na początku. Mianowicie Tyr zaczął za wcześnie. Dodatkowo ich występ był bardzo krótki. Kiedy wszedłem do klubu, grali już ostatni kawałek.Jednak potem było już znakomicie. Grający melodyjny death ze szkoły fińskiej, Wintersun spisał się doskonale. Muzycy kompletnie zaprzeczyli powszechnemu stereotypowi, ponurego, skandynawskiego metalowca. Zwłaszcza frontman i gitarzysta, Jari Mäenpää. Cały czas uśmiechnięty, nawiązał doskonały kontakt z publicznością i znakomicie podtrzymywał przedstawienie.
Muzycy Wintersun grają szybki, charyzmatyczny pobudzający do życia metal. Słychać też folkowe wpływy, chociaż nie są one aż tak silne jak w poprzednim zespole Jari’ego, Ensiferum.
Przy tym szybkim, melodyjnym gitarowym graniu oraz okrzykach Jari’ego nie można było ustać w miejscu. Audiencja była bardzo pobudzona. A przecież jeszcze nie pojawiła się gwiazda wieczoru...
Pozostało już tylko poczekać na Amon Amarth. W końcu, po krótkim intro, z oparów dymu wyłonili się wikingowie. Rozpoczęli koncert utworem „Valhalla Awaits Me” otwierającym ich nowy album. Publiczność oszalała.
Po dwóch kawałkach, frontman Amonów, Johan Hegg przywitał się i pozdrowił Polaków. Podekscytowani ludzie krzyczeli zgodnie „Death in Fire”! (Mając na myśli najbardziej sztandarowy utwór wikingów.) Odpowiedź mogła być tylko jedna, „Death in Fire!”. Cechujący się unikalną linią perkusyjną utwór, wywołał istny obłęd. Dalsze dzikie szaleństwo trwało do końca występu Amonów.
Po zakończeniu „Death in Fire” byłem tak wyczerpany, że musiałem wyjść z tłumu i napić się wody. Jednak po szybkim zregenerowaniu sił wróciłem w wir walki i konsekwentnie pchałem się jak najbliżej. Wśród pozostałej części setlisty można wyróżnić utwory takie tak: Versus the World, Asator, Victorius March i tytułowy z nowej płyty, With Oden on our Side.
Jednak najbardziej uhonorowałbym tutaj kawałek „Versus the World”. Jego treść przypomina nam, iż chociażby cały świat walił nam się na głowy, należy walczyć do końca, choćby przeciwko całemu światu.
Wikingowie byli niesamowicie zadowoleni z polskiej publiczności. Na ich stronie, www.amonamarth.com można przeczytać: „Dzisiejszy klub był prawdopodobnie najmniejszym dotychczas na naszej trasie, jednakże, kiedy weszliśmy na scene, był dość mocno wypełniony. Publiczność była prawdopodobnie najmniejsza na trasie, ale małą ilość Polacy całkowicie nadrobili intensywnością, zaangażowaniem oraz brutalnością. Miało się wrażenie, że jest ich 3 razy tyle!”. Przy czym nie chodzi tu oczywiście o brutalność w sensie, że ktoś kogoś pobił, lecz o pozytywną brutalność w uwalnianiu emocji.
Oprócz doskonałej muzyki, Amon Amarth zapewnił także przedstawienie na podobnym poziomie. Członkowie zespołu wyglądem budzili skojarzenia z Wikingami. Zwłaszcza Johan, z długą brodą i prawdziwym, długim rogiem zatkniętym za pasek. Potrafił bez akcentu powiedzieć kilka słów i zwrotów po polsku, np. „dziękuję”, „Jak się macie”, „na zdrowie”. To ostatnie, kiedy zespół wznosił toast ze swoich rogów.
Wszystko to sprawiło, że oceniam koncert na rewelacyjny i długo będę pamiętał uścisk dłoni Johana Hegga.
Na zakończenie pragnę jeszcze podkreślić, iż zarówno Wintersun jak i Amon Amarth grają bardzo charyzmatyczny, wojowniczy, pokrzepiający do życia metal. Nie ma tu ani nutki depresji, kojarzonej ze Skandynawią. Oba zespoły pokazały jak ładnie można połączyć metal ze skandynawską duszą. Koncert nadawał się doskonale do pozbycia się negatywnych emocji. Wychodząc z niego, w moim umyśle dominowało proste polecenie: „Walcz!”.
Autor: FantasMic
Komentarze
| Nikt jeszcze nie komentował tej strony. |

© 2008.