User:
Hasło:
   Zapamiętaj mnie
 
 
> Szybka rejestracja
> Zapomnialem hasla

+ Dodaj koncert, wydarzenie


Najbliższe patronowane koncerty

Losowi użytkownicy

Natalielxw Joeema
Susanbny Theodoricizy
mophacouldkind1 statuetka-elu

Reklama





Wrocławska szkoła gry Heavy Metal zaprasza

koncert
Dodany przez: Jars, dnia 2009-06-18 Przeczytano 462 razy.

Wrocławska szkoła gry Heavy Metal zaprasza

Data: 2009-06-19      Klub: Liverpool

Koncertują Esqarial, Setha, Clairvoyant

wstęp wolny, piątek godz.18.00

Akademia jak pysk...czyli zakończenie roku szkolnego 2008/2009



Link: www.heavymetalgraj.pl

Komentarze

»
Opinie na temat wydarzenia.
avatar Ateizm był przyczyną mojego cierpienia Chciałbym poruszyć w moim liście problem, który dotknął mnie i był przyczyną wielu moich nieszczęść. Nie tylko moich - także wielu ludzi w ciągu długich wieków... Mówię o ateizmie. To rzecz straszna: całkowite oddalenie się od Boga. Moja wiara zaczęła podupadać w siódmej klasie szkoły podstawowej. Zacząłem zadawać wiele pytań, na które nie potrafiłem odpowiedzieć. Kto stworzył świat i po co? Jaki jest sens mojego życia? Skoro jest Bóg, to dlaczego pozwala, by na świecie działo się tak wiele złego? Odpowiedź po jakimś czasie nasunęła mi się sama - Bóg nie istnieje, nie istnieje żadna siła wyższa. Wszystko wokół tłumaczyłem sobie w sposób naukowy, jeśli to tak można nazwać. Wszechświat powstał w wyniku wielkiego wybuchu. A co było na początku? Nicość. Życie na naszej planecie? Kolejny przypadek. Uważałem za przypadek całe otaczające piękno. Wszystko starałem się tłumaczyć racjonalnie. Jednak po krótkim czasie pojawiły się wątpliwości. Na niektóre pytania nie mogłem znaleźć odpowiedzi. Powoli zacząłem nienawidzić całego świata. Ukojenia szukałem w alkoholu, który szybko przestał wystarczać. Pierwsze wzięcie narkotyków było równie łatwe, jak pierwszy łyk wina... Ach, jak lekko się człowiek czuje po tym, jak wspaniale! Jednak to trwa tylko jakiś czas. Po krótkim stanie euforii i ucieczki od wszystkich problemów przychodzi ból głowy i złe samopoczucie, a co najgorsze - rozgoryczenie i uczucie pustki, odrzucenia, bezsilności. To wszystko się cyklicznie powtarza. Mijał czas, byłem już w liceum. Odrzuciłem narkotyki i alkohol, ale nadal byłem odwrócony plecami do Boga. Uczucie pustki, nienawiści do całego świata i do siebie nasilało się, czułem się okropnie. Czasami siadałem w pokoju i płakałem, nie wiedząc czemu. Patrząc na wszystko, co mnie otaczało, czułem wstręt. Jakiś wewnętrzny głos mówił mi, że wszyscy ludzie mnie nienawidzą i jedyne ukojenie znajdę we własnej śmierci. Teraz wiem, że był to głos największego kłamcy i wroga człowieka - szatana. Do Kościoła czułem wstręt. Nie mogłem patrzeć na krzyż. Wywoływał on we mnie odrazę. Słowa Chrystusa w Piśmie św. uważałem za totalny nonsens i nie mogłem ich czytać. Żyłem opleciony mackami grzechu w przeróżnej postaci. Raniłem innych ludzi, śmiejąc się z ich wiary. Czułem się dobrze wśród takich jak ja. Każdy dzień mojego życia wydawał się niczym nie różnić od innych. Moje życie cechowała monotonia: szkoła, telewizja, sen, szkoła, telewizja... Nieznośna monotonia. Bezsens istnienia, życie w grzechu, codzienny samogwałt, traktowanie ludzi jak przedmioty, które można wykorzystać, a potem wyrzucić. Tak wyglądało moje życie, ale do czasu... Jezus chciał, żebym do Niego powrócił. Pewnego dnia, po koncercie ewangelizującej kapeli rockowej poczułem potrzebę rozmowy. Rozmawiałem z dwójką młodych ludzi zakochanych w Bogu. Miałem dość już mojego codziennego życia, pełnego bólu i rozgoryczenia. Chciałem zmiany i nie wiedziałem, że ona jest tak blisko mnie. Rozmawiając z tymi ludźmi nie czułem jakoś odrazy do ich słów wielbiących Boga. Naprawdę chciałem powrotu do Boga, tylko nie wiedziałem, jak to zrobić. Odczuwałem potrzebę, żeby ktoś przemówił do mnie językiem Jezusa, językiem Miłości, który dotrze do mnie i znów pozwoli kochać innych. Chrystus przemówił do mnie przez tamtych ludzi. Rozwiał moje wątpliwości, wszedł do mojego serca i teraz już nie pozwolę Mu wyjść za żadne skarby świata. Napełnił mnie Swoją miłością. Po tamtym wydarzeniu przyszedłem do domu i zacząłem czytać Pismo św. Już nie czułem odrazy do słów Jezusa: chłonąłem je całym sobą. Tej nocy nie mogłem zasnąć. Ciągle czułem obecność jakiegoś niezmierzonego dobra. Zrozumiałem, że przyczyną mojego wewnętrznego bólu był ateizm, za którym kryje się szatan. Wyspowiadałem się i przyjąłem Ciało Chrystusa. Po Mszy usiadłem przed ołtarzem i zacząłem płakać rzewnymi łzami. Czułem, jak Miłość Chrystusa wypełnia całą mą duszę. To był płacz szczęścia i działanie Boga... Jezus swoją Miłością wyciągnął mnie z macek szatana i przywrócił sens życia. Dzięki Ci Boże!

Dodał(a) ~promyk , dnia 2009-07-08 21:42:52
avatar Oto początek długiej niemalże filmowej opowieści, która stała się moim udziałem i nadal trwa. Zaczęło się to jeszcze w okresie mojego dzieciństwa. Przypuszczam że wiele osób miało tak jak ja trudny start. Pochodzę z rodziny w której obecny był nieustannie alkohol. Jako dziecko zostałam też głęboko skrzywdzona przez kuzyna mojej matki. Dlaczego o tym piszę i dlaczego tak daleko się cofam? Ano dlatego, że zranienia wyniesione z dzieciństwa mogą mieć wpływ na podejmowane przez nas decyzje nawet wtedy, gdy nie do końca zdajemy sobie sprawy z tego. Wierzyłam w Boga ale myślałam że On nie ma dla mnie czasu i trochę Mu pomogę i zaczęłam nosić amulet. Nie miałam pojęcia o czymś takim jak okultyzm. Po jakimś czasie noszenia amuletu czułam się tak źle że końcu go zdjęłam, bo już nie miałam pojęcia skąd się to bierze. Jakież było moje zdumienie, gdy od razu poczułam się radośniejsza po zdjęciu amuletu. Moje problemy już mnie tak nie przerażały. Nie spowiadałam się z tego, bo przecież w moim wyobrażeniu taka błahostka nie jest grzechem. Nie miałam świadomości, że to wszystko osłabia moją wewnętrzną odporność a zły wchodzi w malutką szczelinę absolutnie niezauważony. W liceum zaczęłam się coraz bardziej angażować z życie religijne. Moje wyobrażenia o Bogu się zmeniały, po raz pierwszy w życiu słyszałam, że Bóg mnie kocha. Czerpałam radość z modlitwy, sakramentów. Nie oznacza to jednak jakiś ciągłych uniesień. Były tez trudne momenty ale z pomocą Boga całkiem nieźle sobie radziłam. Czułam, że to jest właśnie to. Teraz myślę, że może byłam zbyt blisko Boga a co za tym idzie byłam bardziej narażona na pokusy. Taki to początek ma moja barwna ale bardzo nieprzyjemna historia. Równia pochyła czyli stopniowe wpadanie w bagno Chodziłam do liceum plastycznego, co w praktyce oznacza ludzi o ekscentrycznym wyglądzie i poglądach. W końcu wylądowałam w klasie maturalnej. Tu wszystko się we mnie obróciło o 180 stopni. Zaczęło się od wielkiej pokusy, która przyszła na mnie bardzo niespodziewanie i przede wszystkim była ona zamaskowana pod pozorami dobra. Jakby to najtrafniej opisać? Spróbuję. Zaczęło sie od tego, że poznałam pewnego księdza. Jeśli ktoś oczekuje, że teraz nastąpi opis pięknej acz nieszczęśliwej miłości to się myli. To nie ten blog. Zaczęłam chodzić na spotkania pewnej wspólnoty prowadzonej przez tego księdza. Ja mam dość trudny charakter i zaczęły sie nieporozumienia. Atmosfera się bardzo zagęszczała. Często wychodziłam wkurzona ze spotkań, nierzadko z płaczem bezsilności. Byłam na Mszy i poczułam (nie wiadomo skąd) przypływ takiej strasznej wściekłości. Eucharystia mnie denerwowała. W głowie pojawiały się myśli: Jak ten ksiądz może Cię tak traktować? Skoro Bóg go wybrał to powinien być pomocny i wspierający a jaki jest dla Ciebie? W takim razie do jakiego Ty kościoła należysz skoro są w nim tacy ludzie? Pokaż wszystkim że masz swoje zdanie. Nadszedł czas przeistoczenia. Zaczęłam w myślach bluźnić i obrażać Boga. Wyzywałam Go od najgorszych. Zarzucałam Mu, że nic nie zrobił gdy w dzieciństwie potrzebowałam Jego pomocy. Wiedziałam, że popełniam grzech ciężki i nie mogę przystapić do komunii. Kolejne myśli: A kto Ci zabroni iść do komunii? Może ten ksiądz co? Pokaż innym, że masz swoje zdanie. Poszłam do komunii tylko po to, aby obrazić Boga. Pierwsze oznaki czegoś niepokojącego. Wyszłam z kościoła i tylko bardziej pogarszałam swoją sytuację. Wtedy to po raz pierwszy powiedziałam: ,, Nie chcę takiego Boga mam Go gdzieś i wybieram sobie szatana jedynym panem mojego życia. Nie wiem co mnie tknęło ale przyszedł moment refleksji i jakiś błysk zrozumienia. W końcu pomyslałam dobrze Boże jeśli mnie chcesz to spraw żebym się mogła wyspowiadać. Udało się ale mówiąc księdzu mój grzech nie powiedziałam tego tak jakby to trzeba było powiedzieć. Chodziłam nadal do kościoła ale nie sprawiało mi to już radości ani przyjemności, coraz bardziej mi się nie chciało. Nawet powiedziałabym więcej. Po tych prostych słowach które wtedy wypowiedziałam, już nie czułam się członkiem wspólnoty Kościoła. Popadałam w jakiś marazm. Musze jednak powiedzieć, że Bóg chyba jednak całyczas miał nade mną pieczę. Pewna siostra zakonna od dawna mnie namawiała na udział w modlitwie uwelbienia. Potem także dołacyli się do tego moi znajomi, którzy mówili jakie to ciekawe doświadczenie. Pomyślałam sobie no dobra niech mają. Pójdę i przestaną mnie w końcu męczyć. Znalazłam się w kościele wśród ludzi, którzy cieszyli się swoją wiarą, byli bardzo otwarci. Zaczęła się modlitwa a ja się czułam zrozpaczona. Zastanawiałam się po co ja tu jestem to nie moje miejsce, nie mam prawa tu przebywać. Nie potrafiłam nawet wstać, żeby uwielbiać. Siedziałam na ławce skulona i miałam dreszcze. Ktoś podszedł do mnie, położył mi ręce na głowie i modlił się nade mną językami. Moje dreszcze się wzmogły. W głowie zrodziła się pytanie: co się kurczę dzieje? W końcu pomyślałm, że muszę stąd jak najprędzej wyjść. Zaczęłam się wycofywać lecz ktoś mnie pochwycił. Pojawiło się przerażenie i zaczełam się szarpać z tą osobą mówiąc, że musze natychmiast stąd wyjść. Przyszło więcej osób, które mnie zakleszczyły w uścisku. Nagle zobaczyłam skrawek alby i stuły. Jeszcze nigdy dotąd nie czułam tak głębokiego przerażenia jak wtedy. To nie ja już się szarpaąłm. Czułam się jak szmaciana lalka którą ktoś od wewnątrz szarpie. Nie mogłam zapanować nad tym co się działo. Ja byłam w swoim ciele ale czułam się tak jakbym była zdominowana przez kogoś silniejszego. Siedziałam sobie, gdzieś wewnatrz mojego ciała podczas gdy coś mną targało z wielką siłą. Kapłan stanowczym głosem nakazał: Zakazuję ci cokolwiek robić z jej ciałem. Słowa działały jak sztylet. Z moich ust wyszły słowa z nienawiścią:,, NIE. Kapłan jeszcze chwilę się modlił a gdy skończył wszystko się uspokoiło a ja siedziałam roztrzęsiona. Pierwsza modlitwa o uwolnienie. Chodziłam sobie nadal na te Msze z modlitwą o uzdrowienie oraz na modlitwy uwielbienia. Chodziłam bez względu na to jak się czułam. Prosiłam tego kapłana o modlitwę nade mną (chciałam się przekonać co mi dzieje). Po jakimś czasie w końcu ksiądz znalazł czas na to, by się nade mną pomodlić. Ksiądz zachęcił mnie do tego abym przyłączyła się do modlitwy. Uprzedził mnie także, że podczas takich modlitw zdarzają się krzyki. Pomyślałam sobie, że ja na pewno nie będę krzyczeć. Przecież znam siebie i na ogół jestem spokojna więc krzyki mi się na pewno nie przydarzą. Stałam w środku kręgu a wokół mnie byli wstawiennicy. Zaczęła się modlitwa a ja zaczęłam drżeć jak w gorączce i nie mogłam nad tym zapanować. Opiszę teraz to co pamiętam z tamtej modlitwy. Wiem, że ksiądz zaczął mnie kropić dużą ilością wody święconej podczas, gdy wstawiennicy musieli mnie trzymać. Wylądowałam w pozycji leżącej. Za każdym razem gdy krople wody święconej padały na moją skórę z mojego gardła wydobywał się przerażający krzyk. Znów zostałam zdrgradowana do pozycji obserwatora we wnętrzu mojego ciała nad którym nie panowałam. z tego co pamietam to była barzdo duzo szarpaniny. Wstawiennicy nie mogli sobie poradzić. Pamietam też, że z moich ust padały obraźliwe słowa rzucane w stronę księdza. Nie wiem jak długo trwała modlitwa ale, gdy się skończyła czułam się jakby traktor po mnie przejechał. Siostra zakonna, która mi towarzyszyła powiedziała że odczuwała tak wielką nienawiść skierowaną w jej stronę, iż myślała że chyba padnie. Byłam bardzo zmoczona i mokra od wody święconej. Kto powiedział, że człowiek uczy się na błędach? Czyli o tym jak głupota może niszczyć życie. Pierwsza modlitwa wywołała we mnie duże wrażenie. Jednakże czasem się zastanawiam czy ja nie jestem jakąś ukrytą blondynką, bo nie uczyłam się na błędach. Ale wszystko po kolei. Nadal regularnie chodziłam na modlitwy uwielbienia i Msze z modlitwą o uzdrowienie. Za każdym razem szłam do księdza z pytaniem kiedy będę mieć kolejną modlitwę. Byłam gotowa do walki i zmagania. Chciałam się bardzo pozbyć tego paskudztwa. Za każdym razem kapłan mówił, że nie ma czasu żeby się nade mna modlić oraz wciąż powtarzał, że niewystarczająco walczę. Budziło się we mnie uczucie frustracji, bo naprawdę z głębin serca starałam się jak mogłam, niemalże do łez. Kroplą, która przelała czarę goryczy był fakt, że moja koleżanka (której brat deklarował się jako satanista) miała modlitwę każdego tygodnia a ja nawet na modlitwę raz w miesiącu nie mogłam się doprosić. Wcześniejsze zranienie ze strony księdza sprawiło, ze znów pojawiły się myśli: to ma być Kościół?? Taki Kościół, który olewa osoby potrzebujące? Zasługujesz na pomoc a ten klecha ma Cię gdzieś. Naprawdę chcesz należeć do takiego Kościoła?. Co gorsza pojawiały się jeszcze gorsze myśli: Nienawidzisz tej dziewczyny a wszyscy jej nadskakują. Pomóż jej i zacznij ją przeklinać, żeby się przekonała z kim zadziera. Poddałam się tym myślom i nie bacząc na zagrożenie zaczęłam przeklinać tą dziewczynę. Z czystej nienawiści dotykającej głębi mojego jestestwa, w najgorszy z możliwych sposobów. Wzywałam demony (nie podzielę się z czytelnikami w jaki sposób, bo to nie najważniejsze) aby za cenę nawet mojej duszy zniszczyły tą dziewczynę. W końcu kapłan się na mnie wkurzył i powiedział: Co ty wyprawiasz? My się modlimy nad tą dziewczyną a ty ją przeklinasz i to wszystko wychodzi na modlitwach. Mówię o tym aby uświadomić wszystkim, którzy to czytają, żeby uświadomić Wam jak bardzo niszcząca jest nienawiść i, że słowa naprawdę mogą krzywdzić i zabijać. Ulegałam coraz głębszej degradacji. Zaczęłam szukać nowych sposbów przeklinania wrogów. Czytałam książki o VooDoo, nawet Biblię Szatana. Zagłębiałam się coraz bardziej w ideologię satanizmu, z wściekłości na to, że zostałam bez pomocy. Sama ideologia satanizmu zaczęła mi się coraz bardziej podobać. Wiem, że to może się wydawać dość dziwne ale targały mną bardzo silne emocje i głupota. Przez pół roku byłam pozobawiona jakiejkolwiek pomocy czy wsparcia. Nie miałam duchowej pomocy od nikogo. Ostateczny cios, który sobie sama zadałam to było podpisanie cyrografu z szatanem własną krwią. Oddałam się szatanowi i innym złym duchom, wyrzekając się całkowicie wiary.Kto powiedział, że człowiek uczy się na błędach? Czyli o tym jak głupota może niszczyć życie. Pierwsza modlitwa wywołała we mnie duże wrażenie. Jednakże czasem się zastanawiam czy ja nie jestem jakąś ukrytą blondynką, bo nie uczyłam się na błędach. Ale wszystko po kolei. Nadal regularnie chodziłam na modlitwy uwielbienia i Msze z modlitwą o uzdrowienie. Za każdym razem szłam do księdza z pytaniem kiedy będę mieć kolejną modlitwę. Byłam gotowa do walki i zmagania. Chciałam się bardzo pozbyć tego paskudztwa. Za każdym razem kapłan mówił, że nie ma czasu żeby się nade mna modlić oraz wciąż powtarzał, że niewystarczająco walczę. Budziło się we mnie uczucie frustracji, bo naprawdę z głębin serca starałam się jak mogłam, niemalże do łez. Kroplą, która przelała czarę goryczy był fakt, że moja koleżanka (której brat deklarował się jako satanista) miała modlitwę każdego tygodnia a ja nawet na modlitwę raz w miesiącu nie mogłam się doprosić. Wcześniejsze zranienie ze strony księdza sprawiło, ze znów pojawiły się myśli: to ma być Kościół?? Taki Kościół, który olewa osoby potrzebujące? Zasługujesz na pomoc a ten klecha ma Cię gdzieś. Naprawdę chcesz należeć do takiego Kościoła. Co gorsza pojawiały się jeszcze gorsze myśli: Nienawidzisz tej dziewczyny a wszyscy jej nadskakują. Pomóż jej i zacznij ją przeklinać, żeby się przekonała z kim zadziera. Poddałam się tym myślom i nie bacząc na zagrożenie zaczęłam przeklinać tą dziewczynę. Z czystej nienawiści dotykającej głębi mojego jestestwa, w najgorszy z możliwych sposobów. Wzywałam demony (nie podzielę się z czytelnikami w jaki sposób, bo to nie najważniejsze) aby za cenę nawet mojej duszy zniszczyły tą dziewczynę. W końcu kapłan się na mnie wkurzył i powiedział: Co ty wyprawiasz? My się modlimy nad tą dziewczyną a ty ją przeklinasz i to wszystko wychodzi na modlitwach. Mówię o tym aby uświadomić wszystkim, którzy to czytają, żeby uświadomić Wam jak bardzo niszcząca jest nienawiść i, że słowa naprawdę mogą krzywdzić i zabijać. Ulegałam coraz głębszej degradacji. Zaczęłam szukać nowych sposbów przeklinania wrogów. Czytałam książki o VooDoo, nawet Biblię Szatana. Zagłębiałam się coraz bardziej w ideologię satanizmu, z wściekłości na to, że zostałam bez pomocy. Sama ideologia satanizmu zaczęła mi się coraz bardziej podobać. Wiem, że to może się wydawać dość dziwne ale targały mną bardzo silne emocje i głupota. Przez pół roku byłam pozobawiona jakiejkolwiek pomocy czy wsparcia. Nie miałam duchowej pomocy od nikogo. Ostateczny cios, który sobie sama zadałam to było podpisanie cyrografu z szatanem własną krwią. Oddałam się szatanowi i innym złym duchom, wyrzekając się całkowicie wiary. Bóg nie pozostawia człowieka samego czyli małe światełko w tunelu. Byłam w rozpaczy. Coraz bardziej nerwowa. Popadałam w marazm. Życie nie jest nic warte, po co walczyć? Bóg nie pozwolił mi ani umrzeć ani też nie zostawił mnie samej pomimo,że ja od Niego odeszłam. Spotkałam pewnego pana, który zapytał co tam u mnie? (znałam go z modlitw uwielbienia regularnie na nie chodził). Powiedziałam mu o moim samopoczuciu i on dał mi propozycję mówiąc: Słuchaj, jutro jest modlitwa wstawiennicza prowadzona przez głównego egzorcystę naszej diecezji. Wybierz się. Co ci szkodzi? On na pewno ci pomoże. Miałam oczywiście tysiąc pomysłów na to aby nie iść na tą modlitwę wstawienniczą. Ostatecznie jednak podjęłam decyzję, że się jednak wybiorę. Opis tej modlitwy chcę zawrzeć w kolejnym wpisie. Początek długiej drogi i długiej współpracy. Najpierw była Msza święta. Po Mszy ludzie zgromadzili się w kaplicy. Wszedł kapłan i zaczęły się ogólne modlitwy. Wpierw było poświęcenie wody, soli, oleju i dewocjonalii. Następnie była pieśń do Ducha Świętego, odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych oraz pokropienie wodą święconą(brrrrrrrrr). Egzorcysta usiadł w ławce. Najpierw była koronka do Miłosierdzia Bozego, dziesiątka różańca, litania do Najświętszej Krwi Chrystusa i inne modlitwy. Po błogosławieństwie część ludzi wyszła a część została w kaplicy. Ustawiła się grupa wstawiennicza i pojedynczo podchodzili ludzie a kapłan się nad nimi modlił. Ja postanowiłam zostać na sam koniec. Przyszła moja kolej. Wstawiennik podszedł do mnie mówiąc, że teraz ja. Ja zaczęłam kręcić głową mówiąc, że ja nie chcę,to mnie nie bawi. Wstawiennik pomógł mi wstać. Moje nogi zrobiły się całkiem sztywne, szłam jak jakiś paralityk. Zaczęłam spazmatycznie drżeć i nie mogłam nad tym zapanować. Kapłan powiedział: posadźcie ją. Kolejne słowa były skierowane do mnie: Co robiłaś?. Powidziałam mu o VooDoo i tym wszystkim co robiłam(a właściwie tyle ile pamiętałam na tamtą chwilę). Egzorcysta wyszedł na chwilę i wrócił z drugim kapłanem. Cały czas mną rzucało na wszystkie strony. Egzorcysta na zmianę modlił się modlitwą błagalną i modlitwą wyklinającą. Tak to zaczęła się długa droga po której nadal idę. Gdy skończę opisywać przeszłośc, będę na bierząco opisywać co przechodzę nadal oraz opisy kolejnych modlitw. Aby każdy kto przeczyta mój blog wpierw 10 razy pomyślał zanim się zacznie bawić w okultyzm. Jednakże ten blog będzie także o Bogu, który walczy o mnie pomimo wszystko. Mały przeskok w przód czyli dużo później. Chcę opisać nie tylko spektakularne modlitwy ale i codzienną walkę i cierpienie. Diabeł jest jak lew, który się czai w ukryciu i w odpowiednim momencie rzuca sie na ofiarę, by ją pożreć. Diabeł nie dąży do tego, by człowieka opętać. On nie potrzebuje spektakularnych wydarzeń, które po ludzku wydają się nam niemożiwe. Demonowi zależy na tym, by zniszczyć człowieka ale tak, by do końca pozostał niezauważony(diabeł oczywiście). Obok opisywania kolejnych egzorcyzmów, będę umieszczać opisy codziennej walki i okropnego cierpienia. Na początku mojej drogi wiary wszystko było dla mnie takie oczywiste. Czasem bywało ciężko ale w ogólnym zarysie jednak wydawało się, że jest tak pięknie. Teraz wszystko diametralnie się zmieniło i dopiero teraz tak naprawdę zaczyna się prawdziwa wiara. Szkoda tylko, że ja już zawaliłam na całej linii. Bóg to jest prawdziwy WARIAT i niewolnik miłości, bo każdy na Jego miejscu już, by ze mnie zrezygnował ale On taki nie jest. Doświadczam teraz czym tak naprawdę jest cierpienie, choć ono zawsze było w moim życiu to jednak nigdy nie było tak dławiące i wszechogarniające. Czasem wydaje mi się, że tylko śmierć jest mnie w stanie uwolnić. Przypuszczam, że wielu z Was rozumie co czuję. A co ja do tego powiem?. BZDURA!. Szatan jest ojcem kłamstwa i to jego kwas, który się wsącza w serce człowieka mówiąc, że teraz to już tylko śmierć nas wyzwoli. BOŻE!!!! Ratuj mn, bo ginę! Tak bardzo mnie boli, wiem, że w Tobie mój ratunek jedyny. Chrystusie! Synu Dawida ulituj się nade mną!. Świadomość czyli coraz większe cierpienie Patrzę wstecz i co widzę?. Wszystko to dziecinada. Choć coś mi mówi, że jednak może o to w tym wszystkim chodzi, by wszystko przeżywać tak po dziecinnemu. Kiedyś cieszyłam się jak dziecko z różnych drobiazgów. Teraz zostało mi to zabrane. Nigdy chyba nie miałam pojęcia jak silne i częste mogą byc ataki szatana. Jest we mnie mnóstwo zgnilizny grzechu. Często myślę już po co mam walczyć dalej skoro już jestem w grzechu ciężkim? Wiecie co Wam powiem? To kolejna pułapka szatana. Często wydaje mi się (pewnie wielu z Was też tak ma) że jak już jest jeden ciężki grzech to już bez różnicy czy do tego dojdzie kolejny czy nie. A ja mówię BZDURA. To jest wielka różnica Myslę dlaczego tak się stało? Dlaczego wpadłam w satanizm? Ja? Czemu ja? Kiedyś wydawało mi się, że buduję wszystko na Bogu ale prawda jest taka, że wszystko to było podszyte tylko i wyłącznie moim egoizmem. nawet gdy było ciężko a ja zwracałam się do Boga to nie z miłości do Niego ale z przekonania, że skoro mi ciężko to On mi pomoże. To nawet nie była wiara tylko to co ja uważałam, że mi się należy. Może dlatego tak trudno mi do Niego wrócić, bo najpierw muszę naprawić co nieco w moim życiu. Grunt to przebaczenie! Dygot egzystencjalny czyli kolejna modlitwa czy jak kto woli egzorcyzm Co pamietam z kolejnej modlitwy? Już mówię... Pamietam wszechogarniający strach, gdy podchodziłam do egzorcysty. Stanęłam przed nim. On milczał a we mnie narastało coraz większe przerażenie. Mówił słowa, które kazał mi powtórzyć lecz mnie sie to nie udawało, jakby coś zablokowało mi usta. Mój oddech przyspieszał ale nie udało się nic powtórzyć. Nie pamiętam co było dalej, nie pamietam w którym momencie wstawiennicy musieli mnie zacząć trzymać. Egzorcysta użył jakiegoś oleju a z mojego gardła wydobył się przeraźliwy wrzask. Przykładał mi krzyż do twarzy chcąc zmusić mnie do odmówienia przyrzeczeń chrzcielnych. Pamietam stanowczy głos egzorcysty wbijający się w moją głowę. Chciałam być posłuszna temu co mowił ale mała JA uwięziona we własnym ciele gdzieś na samym dole, nie mogłam zrobić nic. Z mojego dziąsła popłynęła krew od przyciskanego krzyża. Nie wiem jak mam to opisać, że zaczyna mną trzepać, krzyczę, przeklinam...Nie wiem co będzie dalej...Przerażenie czyli modlitwa i błogosłwieństwo Najświetszym Sakramentem. Spróbuje opisać to co pamiętam z tej modlitwy oraz to co usłyszałam po modlitwie od wstaweinników. Modlitwa była bardziej nietypowa niż wszystkie inne do tej pory. Egzorcysta wracał z pewnej miejscowości i się spóźnił. Modlitwę ogólną rozpoczął inny kapłan, który wystawił Najświętszy Sakrament. Siedziałam między pewnym wstawiennikiem i jego żoną. Dalej siedział młody chyba z dwumetrowy kleryk. Twierdziłam, że egzorcysta nie zdąży dojechać. Wstawiennik obiecał, że jeśli nie dojedzie do 10 minut to ja będę mogła iść do domu. W momencie, gdy to mówił egzorcysta wszedł do kaplicy i momentalnie się zmieniła atmosfera. Gdy widziałam egzorcystę w albie i stule odczułam dławiący strach, wszystko mi do nóg odpłynęło. Chwilę pomodlił się na głos przed Najświętszym Sakramentem. Następnie zaproponował, aby każdy kto chce dostać błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem uklęknął koło ławki. Powstały trzy rzędy. Jeden pod ścianą i na środku dwa rzędy tworzące szpaler. Wstawiennik próbował mnie wyciągnąć z ławki ale było to niemożliwe, nie udało się. Jego żona zostawiła nas w ławce. Zaczęły się dreszcze i przyspieszony oddech. Objawy przybierały na sile, podczas gdy egzorcysta z Najświętszym Sakramentem powoli się przybliżał. Kleryk spostrzegł co się dzieje, usiadł koło mnie i wziął mnie pod rękę, gdyż dreszcze były coraz silniejsze. Zaczęło się także szamotanie powodowane chęcią ucieczki. Ktoś złapał mnie za plecy, bo tych dwóch mężczyzn nie mogło już sobie poradzić z siłą, która mnie rozrywała. Trzeci mężczyzna mówił po modlitwie, że prawie na mnie leżał a i tak nie mógł mnie utrzymać. Ja (lub siła która mną szarpała), byłam w stanie się podnieść z tego zakleszczenia przez trzech silnych facetów. Poczułam, że w miarę przybliżania się egzorcysty moja twarz się nieludzko wykrzywiała oczy zaczęły mi uciekać. Egzorcysta przeciskając się pomiędzy klęczącymi ludźmi stanął przede mną. Czułam straszną nienawiść a z moich ust wychodziły jakieś nieznane mi słowa. Kapłan się modlił i błogosławił Najświętszym Sakramentem a moje usta krzyczały. Czułam jak trzymająca mnie trójka jest coraz słabsza. W końcu kapłan odszedł a dreszcze słabły aż w końcu po schowaniu Hostii całkiem ustały. Na ich miejsce pojawiło się wielkie zmęczenie. Po modlitwach pewna kobieta z grupy wstawienniczej powiedziała, że podczas modlitw jestem bardzo silna. Mówiła też, że na którejś modlitwie podniosłam się wraz z klęcznikiem z żelaznego uścisku kilku osób. Jestem niedużą osobą. Na koniec kleryk się zastanawiał jak to jest możliwe, że on się zaparł nogami a mimo to nie mógł sobie poradzić...Z Panem Bogiem!

Dodał(a) ~Była satanistka , dnia 2009-07-08 21:45:21
avatar Rock satanistyczny - Trzeba było przekroczyć ostatni próg, próg okultyzmu, prowadzący do kultu satanistycznego. Ta faza została rozpoczęta u beatlesów w 1968 roku z pojawieniem się evils White Album- Białego albumu diabelskiego zawierającego dwie następujące sztuki: rewolucja nr 1 i rewolucja nr 2. Po raz pierwszy w przemyśle płytowym wprowadzono przesłania do podświadomości, aby przekazać Ewangelię szatana, Led Zeppelin, Styx. Wszystko jest inspirowane, kierowane i nakazane dla chwały mocy ciemnych i adoracji jego wysokości szatana. Co mogło spowodować ten zdecydowany przełom w rewolucji rock and rolla? Wymieńmy tylko trzy zasadnicze źródła: - różnorodne techniki przekazu do podświadomości, - oddanie się samych artystów osobie szatana, - dostarczyciele funduszów, którzy chcą ogarnąć cały świat, a mianowicie luminat, agencja czarnoksięska WICCA i Walijskie Towarzystwo Czarownic. Perwersja nie doszła jeszcze do dna piekła. I rzeczywiście w latach 80-tych zrobiły się grupy punk rocka, których celem i filozofią jest popychać słuchaczy bezpośrednio do samobójstwa, do gwałtów grupowych i systematycznych zbrodni. Pośród grup najbardziej znanych, to: Kiss, Ted Mogend i Dziecko Afrodyty - album 666. Kulminacyjnym punktem doświadczenia życiowego i muzycznego PUNK- to móc pokrwawić swego partnera za pomocą żyletek, które ukrywa się w dżinsach i tłuc, dobijać uczestników już rannych za pomocą kastetów i grot. Oto do czego doszli wyznawcy rocka w roku 1983. Koncentracja słuchania rocka sprowadza się do 5 głównych tematów: seks, narkotyki, bunt, fałszywa religia, wpływ szatański. Inteligencja, wola, wolna wola i sumienie ulegają takim atakom poprzez wszystkie zmysły, że ich zdolność oporu jest znacznie zmniejszona, czasem nawet zneutralizowana. W takim zamęcie moralnym i duchowym zostaje otwarta droga do wyzwolenia takich uczuć jak nienawiść, złość, zazdrość, mściwość i seksualność. Ponadto gwiazdy rocka stają się nie tylko modelami do naśladowania, ale także idolami do poważania i uczenia. Rock - nie jest nieszkodliwym spędzaniem czasu, to jest narkotyk bardziej śmiertelny niż heroina i zatruwa życie naszej młodzieży

Dodał(a) ~autor , dnia 2009-07-08 21:47:40
avatar Pieknie ZAPRASZAMY na Msze Św. o UZDROWIENIE duszy i ciała oraz EGZORCYZMY – TERAZ 10. X. i 14. XI. 2009r w SANKTUARIUM Św. Józefa w CZESTOCHOWIE – godz. 18,00. (ul. Okrzei). Zapraszamy, tyle UZDROWIEN i naocznych CUDOW BOZYCH oraz EGZORCYZMY. Słowami ludzkimi nie da się opisać…Przybywają pielgrzymki z zagranicy; FRANCJI, WLOCH-tysiące ludzi, ale Pan Bog dziala w duszy każdego człowieka. Prowadza kaplani charyzmatycy. Krzeseleczko i grubsze ubranie proszę wziąć ze sobą, ze wzgledu na nieogrzewany Kosciol). Zaprasza Rycerstwo Niepokalanej i Odnowa w Duchu Swiętym. Do zobaczenia i z Panem Bogiem!. (informacje zawsze w ksiedze gosci na katoliku.pl ) . Jeśli borykasz się z trudnościami, cierpieniem, wątpliwościami itd. i pragniesz przedstawić to wszystko Bogu, będziemy modlić się wraz z Tobą jeśli nas o to poprosisz. Możesz Boga nie tylko prosić; możesz Go uwielbiać, dziękować Mu, przepraszać. "Proście a otrzymacie" mówi Jezus. Z Panem Bogiem!. Prosze wpisac w GOOGLACH – WYSZUKIWARCE – 2 wyrazy - skrzynki intencji – otworza sie praktycznie wszystkie

Dodał(a) ~MI , dnia 2009-07-08 21:49:55
avatar Janis Joplin zmarła po przedawkowaniu heroiny. Jimi Hendrix po zażyciu narkotyków i tabletek nasennych oraz wypiciu alkoholu udusił się własnymi wymiotami. John Lennon zginął zastrzelony przez fana. Ron McKernan z grupy Grateful Dead zmarł wskutek postępującego zatrucia alkoholem. Brian Jones, gitarzysta The Rolling Stones, po przedawkowaniu narkotyków utopił się w swoim basenie. Bon Scott, lider AC/DC, po całonocnej pijatyce utopił się w swoich wymiotach. Sid Vicious, basista Sex Pistols, umarł, przedawkowawszy heroinę; wcześniej zamordował swoją przyjaciółkę. Keith Moon, twórca przebojów The Who, oszalał, a w końcu zmarł po przedawkowaniu leków. John Bonham z Led Zeppelin udusił się wymiotami po zatruciu wódką. Freddy Mercury, lider Queen, umarł na AIDS. Kurt Cobain, gitarzysta i wokalista Nirvany, popełnił samobójstwo pod wpływem heroiny, strzelając sobie w usta z rewolweru.

Dodał(a) ~psycholog , dnia 2009-07-08 21:53:10
avatar Rock'n roll opanuje cię i zniszczy. Pozwala wniknąć najniższym elementom i cieniom. Rock był zawsze muzyką Szatana — twierdzi David Bowie. Związki muzyków rockowych z satanizmem mają bogatą tradycję. Aleister Crowley (1875-1947), jeden z twórców XX-wiecznego satanizmu, osobiście podkreślał podobieństwo definicji współczesnej subkultury młodzieżowej — sex, drugs and rock'n roll — do mechanizmu wywoływania satanistycznego transu, którego stałymi elementami są: powtarzanie tego samego rytmu, narkotyki i magia seksualna. Zdeklarowanym uczniem autora Księgi Prawa jest — obok Davida Bowie — Jimmy Page, lider Led Zeppelin i właściciel księgarni okultystycznej oraz domu, który wcześniej należał do Crowleya. Postać Crowleya cieszy się wśród muzyków szczególną estymą, występuje min. na okładce płyty Sergeant Pepper's Lonely Hearts Club Beatlesów. Równie głośną sprawą są towarzyskie i duchowe relacje między członkami zespołu Rolling Stones a Antonem Szandorem La Veyem, autorem Biblii Szatana, który w 1966 roku ogłosił się założycielem Kościoła Szatana

Dodał(a) ~Beata , dnia 2009-07-08 21:56:18
avatar Zaprzedaliśmy dusze rock'n rollowi!. W grudniu 1971 roku, dwa lata po Woodstock, Circus Magazine informował, że Bill Ward, jeden z członków grupy Black Sabbath, ma uczucie, że Szatan jest Bogiem. Nie ma w tym nic dziwnego, zważywszy, że przed koncertami zespół odprawiał czarne msze, a na okładkach swoich płyt zamieszczał znane elementy satanistycznej symboliki. Na jednym z takich albumów znajdują się słowa: A ty, biedny głupcze, który trzymasz w ręku ten longplay, wiedz, że wraz z nim sprzedałeś swoją duszę, bo zostanie ona wnet uwięziona w tym piekielnym rytmie, w piekielnej mocy tej muzyki. A to muzyczne ukąszenie tarantuli zmusi cię do tańca, bez końca, bez przerwy. Członkowie Black Sabbath należą do obozu zdeklarowanych wyznawców Szatana. Tekst jednej ze swoich kompozycji zatytułowali podobnie jak Georg Friedrih Haendel 250 lat temu, Lord of the world. Różnica polega na tym, że Heandel sławił Boga. Tymczasem wokalista zespołu, Ozzy Osbourne, stwierdził wprost: Nasze audytorium jest pod wpływem potęgi piekielnej i to właśnie tłumaczy nasze powodzenie. Podczas koncertów muzycy Black Sabbath proponują fanom współuczestnictwo w ceremoniach okultystycznych. W trakcie koncertu w Met Center publiczność ustawiła transparent z napisem: Zaprzedaliśmy nasze dusze rock'n rollowi. Hasło to stało się tytułem następnej płyty Black Sabbath.

Dodał(a) ~dziennikarz , dnia 2009-07-08 22:01:44
avatar Polecamy - http://egzorcyzmy.katolik.pl

Dodał(a) ~brat , dnia 2009-07-08 22:10:23

Dodaj komentarz

»
Podziel się swoją opinią.
Nick:
Musisz wypełnić to pole
E-mail:
Musisz wypełnić to pole
Komentarz:
Musisz wypełnić to pole

Musisz wypełnić to pole